Historia pacjentki uzależnionej od leków, która wyraziła zgodę na opisanie Jej historii

warszawa psycholog

Może czytając tę historię dostrzeżesz coś co pchnie Cię w kierunku zmiany, może podjęcia walki z nałogiem, nie tylko lekomanii, być może innego uzależnienia, jeśli zaś nie, sądzę, że warto ją przeczytać , może „ku przestrodze”.

Nazywam się Patrycja, mam 26 lat i jestem lekomanką, której udało się wyjść z nałogu. Kiedy spojrzę za siebie widzę czarną dziurę. Drogę, która zdaje się nie mieć końca, co mnie przeraża, bo ja już nie chcę nią kroczyć . Nic mnie już nie cieszy, nic co mnie otacza nie budzi już zainteresowania. Jedyne co mnie panicznie  wręcz zajmuje to posiadanie odpowiedniej ilości leków, które biorę garściami, bez rachuby, bez przemyśleń, to moja „tratwa ze spróchniałych desek”. Myślę o samobójstwie ale zaraz przychodzi mi na myśl co po sobie pozostawię. Jaką ogromną krzywdę wyrządzę mojej matce, która z różnych względów jest na tym świecie potrzebną innym bliskim mi osobom, wiem ilu osobom zrujnuję życie i jak dalej potoczy się spustoszenie, które wywołam. Jednak to jedna część, ta którą jeszcze w jakimś stopniu odczuwam, drugą jest chęć odejścia z tego piekła, jakim stało się moje życie.

Życie mierzone fiolką tabletek tak jakby nic innego nie miało znaczenia

Zmiana

Jestem w skrajnym stanie. Wycieńczona po tabletkach, których muszę brać coraz więcej, bo tolerancja na ten lek wzrasta coraz szybciej. Mam dość, decyduję się na ośrodek odwykowy, który rodzina  mi znalazła. Chcę spróbować, początkowo nie dla siebie a dla innych bliskich mi osób, szczególnie mojej matki. Wiem jak strasznie ona się z tym czuje, każdego dnia bojąc się o życie swojego dziecka. Dwumiesięczny pobyt w ośrodku nic mi nie daje. Wytrzymuję tu tylko ze względu na rodzinę i przyjaciół. Od ojca, którego wsparcie w tej sytuacji bardzo było mi potrzebne, nie otrzymuję nic. Jeden może dwa telefony, żadnych odwiedzin, zupełny brak zainteresowania. Przy całym koszmarze jaki tu przeżywam, nie ma go. Nie ma osoby najbliższej, którą bardzo kocham i chciałabym by była blisko. Wiem, że to mogłoby mi pomóc przetrwać pobyt w ośrodku. Tak się jednak nie dzieje, jest to bardzo bolesne, jak rana, która nie chce się zabliźnić. Z trudem kończę pobyt w ośrodku, który uważam za bezcelowy. Wielokrotnie o tym mówiłam mojej mamie ale ona tylko się obrażała i przestawała się do mnie odzywać. Co również było dla mnie okropne i nieuzasadnione. Zrodziło we mnie poczucie bycia „niechcianą”, „wrzuconą” do ośrodka by pozbyć się kłopotu.

Przychodziła sobota, niedziela, do osób przebywających w ośrodku przyjeżdżali bliscy a moja matka nie odzywała się przez ponad miesiąc a ojca nie było wcale.

Wracając jednak do mojego pobytu w ośrodku i czemu uważam go za bezcelowy.

Wyszłam z niego nadal biorąc leki ale w mniejszej dawce. Terapia, na którą kazano mi chodzić w ośrodku nie sprawdzała się u mnie, bo pod wpływem ciągłego bycia na lekach moja  świadomość była mocno zaburzona. Zmuszenie się do czegoś w uzależnieniu i robienie tego dla kogoś nie ma sensu.

Człowiek musi przede wszystkim sam tego chcieć! Inni oczywiście mogą mu w tym pomagać. Czy tak jak w moim przypadku, być tym motorem, który nie pozwala mi się poddać do końca, wiedząc jaką krzywdę mogłam wyrządzić najbliższym.

Wracając do nałogu

Zaledwie kilka dni po powrocie z ośrodka, zajęło mi powrócenie do nałogu, wprawdzie na mniejszej dawce leku ale zawsze i tu mama wysłała mnie do ośrodka powtórnie, zmuszając mnie do tego, szantażem.

Ponownie przestała się do mnie odzywać, na cały miesiąc, który tam jeszcze spędziłam. Wiem, że moja matka cierpiała ale robiła wiele rzeczy na oślep nie wiedząc jakie to przynosi negatywne skutki, jak pogarsza mój stan, zwiększając ochotę na coraz to więcej tabletek. Potrzebowałam wówczas wsparcia i zrozumienia, nie otrzymałam go jednak od rodziny. Zupełnie niezainteresowany ojciec i matka, która  szantażowała  mnie do pozostania w ośrodku. Co jak już pisałam było pozbawione sensu i w moim stanie „redukcji leku”, terapia stała się piekłem, bo zmniejszanie ilości leku powodowała, że czułam się fatalnie i sądzę, że na pewno nie byłam w stanie odbywać przy tym w szczególności grupowej terapii, która w owym ośrodku była jedną istniejącą.

Wyszłam z ośrodka biorąc dwie i pół tabletki leku, mama wyznaczała mi ilość na każdy dzień a leki trzymała zamknięte. Sprawdziło się to do momentu, w którym spotkał mnie dość silny stres. W tak zwanym między czasie mama zarządała bym się wyprowadziła, bo ona już ma dość mojego widoku, moich problemów z lekami i mnie w takim stanie generalnie. Nie był to dobry pomysł, bo pod jej wpływem jednak starałam się bardziej panować nad ilością branych leków, chociażby po to by mnie nie oglądała w takim stanie.

Zdecydowała jednak, że tak ma być. Spakowałam rzeczy w dwie godziny i pojechałam do mieszkania, w którym miałam żyć. Przez około sześć miesięcy od tego czasu rzuciłam leki z dnia na dzień. Zaczęłam chodzić na terapię do świetnej terapeutki i mama zaczęła chodzić na terapię również. Ja dla osób uzależnionych, mama dla współuzależnionych, za co jestem jej wdzięczna, bo mam poczucie, że dopiero od tego momentu powoli zaczynała mnie rozumieć. To był długi proces, zarówno mojego porzucenia nałogu, jak i czekanie na przynajmniej częściowe zrozumienie mamy dotyczące tego jak ciężka jest to choroba.

Po trzech miesiącach od rozpoczęcia terapii rzuciłam leki z dnia na dzień i dotychczas nie odczuwam kompletnie potrzeby ich brania.

Nawet gdy nie mogę spać, jeść, czy gdy się załamuję z jakiegoś powodu.

Wiem jednak, że w takich chwilach mam sprawdzoną terapeutyczną pomoc, która da mi więcej niż tabletka, która na krótką chwilę pozwoli zapomnieć o problemach.

Jednak to była moja decyzja.

To ja sama niezależnie od osób, które mnie wspierały musiałam do tego dojść, gdyby nie to żadna terapia, przyjaciele czy też „wyedukowana” w temacie mojej choroby mama by nie pomogli.

To ja powiedziałam sobie dość, zamknęłam się w domu i przetrwałam koszmarny detoks, nikomu poza moją terapeutką o tym nie mówiąc.

Od tego czasu jestem wolna od leku i nawet depresja, na którą chorowałam na długo przed uzależnieniem się od leków nasennych powoli mija.

To co idąc w zaparte wydawało mi się niemożliwe, takim się stało.

(dane osobiste i pewne jej elementy zostały zmienione)

Ta historia to tylko jedna możliwość wyjścia z nałogu, nie każdy ma tyle siły by zrobić to sam i nie zawsze jest to bezpieczne dla zdrowia.

Lekomania to bardzo silny nałóg.

Pani Patrycja zamknęła się w domu i przetrwała najgorsze, za pomocą i z wsparciem swojej terapeutki.

Myślę jednak, że najważniejsze co wynika z tej historii to to, że Pani Patrycja sama doszła do tego, że chce podjąć walkę z nałogiem.

Oczywiście terapia, na którą chodziła i  silne wsparcie terapeutki odegrało tu dużą rolę ale to ona sama zachciała dać sobie pomóc i nie tylko przetrwała najgorsze ale wygrała z nałogiem.

Do dziś miewa momenty słabości, kiedy myśli o tej ”złotej pigułce” uśmierzającej ogromny czasem „ból życia” ale ma się z tym do kogo zwrócić i wie, że to nie tędy droga.

Rok kontaktu z psychologiem i ogromna siła woli Pani Patrycji pomogła jej pozbyć się nałogu i zwróciła poczucie wolności, które ja określiłabym jako bezcenne.

Moje rady:

Jeśli jesteś uzależniony od leków pamiętaj:

  • zwróć uwagę na szereg dolegliwości towarzyszących przyjmowaniu leków (może dostrzegasz, że się nasilają i coraz bardziej uniemożliwiają Ci funkcjonowanie)
  • sprawdź jak wyglądają Twoje relacje z bliskimi (może chciałbyś by wyglądały inaczej),
  • zwróć uwagę na swoje zdrowie (zrób sobie badania),
  • zastanów się czy nie chcesz skorzystać z fachowej pomocy,
  • pamiętaj, że leki należy odstawiać stopniowo; najlepiej pod opieką lekarza i psychoterapeuty,
  • pamiętaj, że im dłuższy czas i ilość spożywanego leku tym trudniej go odstawić,

Pamiętaj, że z czasem rośnie tolerancja na lek co powoduje powrót pierwotnych objawów, często nasilonych,Jeśli jesteś osobą chcącą pomóc osobie uzależnionej:

  • sprawdź czy bliska Ci osoba korzysta tylko z usług jednego psychiatry – korzystanie z kilku psychiatrów równocześnie może stanowić zagrożenie nadużyć i/lub niebezpiecznego mieszania leków z alkoholem lub i/lub narkotykami.
  • zachęć ją do badania na obecność narkotyków oraz środków psychoaktywnych,
  • pomóż poszukać jej profesjonalnej pomocy (terapeuty zajmującego się leczeniem osób uzależnionych od leków, alkoholu, narkotyków i lekarza specjalisty);
  • staraj się być z tą osobą, słuchać i rozmawiać,
  • zgłoś się do nas  po pomoc

Zanim sięgniesz po lek pomyśl o wcześniejszej wizycie u terapeuty.

Może pomoże Ci w rozwiązaniu problemu bez uciekania się do stosowania leku. Pamiętaj lek nie rozwiązuje problemu a jedynie go maskuje.

Jeśli chciałabyś/chciałbyś dowiedzieć się więcej, lub porozmawiać, proszę skontaktuj się ze mną:

Małgorzata Stąsiek
tel. 503 940 923
email: porady.psychologiczne24@gmail.com