Może czytając tę historię dostrzeżesz coś co pchnie Cię w kierunku zmiany, może podjęcia walki z nałogiem, nie tylko lekomanii ale innego uzależnienia, jeśli nie, sądzę, że warto ją przeczytać by do tego nie doszło i bym mogła Ci pomóc „zanim wejdziesz tak glęboko w nałóg jak Pani Patrycja”.

„Nazywam się Patrycja, mam 26 lat i jestem lekomanką, której udało się wyjść z nałogu. Kiedy spojrzę za siebie widzę czarną dziurę. Drogę, która zdaje się nie mieć końca, co mnie przeraża, bo ja już nie chcę nią kroczyć. Nic mnie już nie cieszy, nic co mnie otacza nie budzi już zainteresowania. Jedyne co mnie panicznie i obsesyjnie wręcz zajmuje to posiadanie i ciągłe zdobywanie kolejnej „odpowiedniej” na dany ale tylko moment ilości leków, które biorę garściami, bez rachuby, bez przemyśleń, to moja „tratwa ze spróchniałych desek”. Myślę o samobójstwie ale zaraz przychodzi mi na myśl co po sobie pozostawię. Jaką ogromną krzywdę wyrządzę mojej Matce, która z różnych względów jest na tym świecie potrzebna innym bliskim mi Osobom, wiem ilu Osobom zrujnuję życie i jakie dalej potoczy się spustoszenie, które wywołam samobójstwo popełniając. Jednak to jedna część mnie, ta jeszcze w miarę „świadoma”, ta którą jeszcze w jakimś stopniu „odczuwam”, drugą jest chęć odejścia z tego piekła, jakim stało się moje życie!
„Życie mierzone „ogromną fiolką” tabletek sprawiających, żeby nic innego nie już miało znaczenia”.

Zmiana
Jestem w skrajnym stanie. Wycieńczona po tabletkach, których muszę brać coraz więcej, bo tolerancja na ten lek nasenny wzrasta coraz szybciej.
Mam dość, decyduję się na ośrodek odwykowy, który Rodzina mi znalazła. Chcę spróbować, zdecydowanie nie dla siebie a dla Bliskich mi Osób, szczególnie mojej Mamy. Wiem jak Ona się z tym czuje, każdego dnia bojąc się o życie swojego dziecka. Dwumiesięczny pobyt w ośrodku nic mi nie daje. Wytrzymuję tu tylko ze względu na Nią.

Od Ojca, którego wsparcie było mi potrzebne, nie otrzymuję realnie nic. Może 2 telefony, żadnych odwiedzin i dalszego zainteresowania.
Moje tragiczne wyczekiwanie Jego..

Przy koszmarze jaki tu przeżywam, nie ma Go. Osoby, która wciąż „jawi” mi się jako najbliższa, którą ja bardzo kocham i chciałabym by była blisko ale nie działa to w drugą stronę!

Z trudem kończę pobyt w ośrodku, który uważam za bezcelowy. Wielokrotnie o tym mówiłam Mamie ale nie rozumiała i przestawała się do mnie odzywać. Co było dla mnie traumatyczne.

Zrodziło we mnie poczucie bycia „niechcianą”, „nieakceptowaną” i „wrzuconą” do ośrodka by pozbyć się kłopotu.
Przychodziła sobota, niedziela, do Osób przebywających w ośrodku przyjeżdżali Bliscy a ja byłam sama.
Wracając jednak do mojego pobytu w ośrodku i czemu uważam go za bezcelowy.
Wyszłam z niego nadal biorąc jedyny lek, od którego byłam uzależniona i LEKI KOLEJNE, ich ILOŚĆ i różnorodność w znacznie WIĘKSZYCH DAWKACH!

Terapia, na którą KAZANO mi chodzić w ośrodku nie sprawdzała się, bo pod wpływem ciągłego bycia na LEKACH moja świadomość była TOTALNIE zaburzona.

Człowiek MUSI sam chcieć TERAPII! Inni oczywiście mogą mu w tym pomagać, ale ważne by wiedzieli, jak to robić w sposób konstruktywny.
Wracając do nałogu

Zaledwie kilka dni po powrocie z ośrodka, zajęło mi powrócenie do nałogu. Na mniejszej dawce jednego leku, od którego byłam uzleżniona i z KOLEJNYMI lekami o większym potencjale uzależniającym! Tu Mama wysłała mnie do ośrodka powtórnie, zmuszając mnie do tego.

Ponownie przestała się do mnie odzywać, na ostatni miesiąc, który tam spędziłam a był on dla mnie nie miesiącem a co najmniej dekadą życia! Wiem, że w tym czasie moja Mama cierpiała ale robiła wiele rzeczy”na oślep”nie wiedząc i nie mogąc wówczas wiedzieć jakie to przynosi skutki. Pogarsza mój stan, na który więcej kolejnych tabletek podają mi bez pojęcia i kontroli w ośrodku!

„GRUPOWA OBOWIĄZKOWA Pseudo-Terapia”, w której uczestniczenie i stawianie na niej nieokreślonej ilości wymagań i obowiązków(przez jakże dumnie wybrzmiewający „Ośrodek POMOCY leczenia uzależnień”), stała się piekłem na Ziemii, pogłębiającej moją chęć jak najszybszego z niej odejścia!

Wspominałam już, że ów Ośrodek kosztował WIELE PIENIĘDZY?chyba nie..

Ośrodek zapewniał, że każdego dnia jego pacjent ma dostęp do 30min.rozmowy z psychologiem Indywidualnie, co było wierutnym kłamstwem wprowadzającym moją zagubioną Mamę w kolejne blędne koło i cierpienie.

WRESZCIE doszło do prawdziwej konfrontacji teorii z rzeczywistością, gdzie moja Mama zobaczyła TE WIERUTNE KŁMSTWA i jakim gównem jest ów ośrodek i CO ON zrobił z jej córką, którą chciała”oddać w dobre i profesjonalne ręce”płacąc za to WIELE.

Przez jakiś czas po wyjściu Mama wyznaczała mi ilości leków, na każdy dzień, które to leki trzymała zamknięte a ja nie szukałam do nich dostępu, czując, że pogarszają one dalej mój stan ja ich nie potrzebowałam lecz byłam pogrążona „we mgle”, którą wywoływały. „Sprawdziło się to” do momentu, w którym spotkał mnie wstrząs! Mama wyraźnie zażądała bym się wyprowadziła. Miała dość mnie w takim stanie! Nie był to wtedy w moim odczuciu dobry pomysłem, bo przy Jej obecności czułam się bezpieczniejsza, ale wiedziałam, że muszę się wyprowdzić by dalej nie cierpiała. Co zrobiłam momentalnie.

Obie zaczęłyśmy chodzić na terapię.

Ja dla osób uzależnionych, Mama dla współuzależnionych i wiem, że od tego momentu zaczynałyśmy się rozumieć i docierać.

KOŃCZĄC: gdy ja momentalnie się wyprowadziłam porzuciłam wszystkie leki z dnia na dzień, zamknęłam się w mieszaniu, cierpiałam, miałam potworne bóle, nie spałam, nie jadłam, nie widziałam nic i CUDEM przeżyłam.

W moim przypadku w tamtych latach to się stało ale konsekwencje jakie niesie za sobą tak nieodpowiedzialne, samowolne odstawienie leków najczęściej prowadzi do śmierci.

Przestrzegam zatem wszystkich, którzy to czytają by nie podejmowali takich prób! Czasy BARDZO SIĘ ZMIENIŁY!

Ja do dziś gdy nie jestem w stanie spać, jeść, myśleć.. Czy gdy się załamuję się z jakiegoś powodu leków nie biorę, TYLKO DLATEGO, ŻE MAM SPRAWDZONĄ, FACHOWĄ POMOC TERAPEUTYCZNĄ, która daje mi więcej niż jakakolwiek tabletka!

(dane Osobiste zostały zmienione)

Ta historia to jedna z dawnych, okrutnych możliwość wyjścia z nałogu, nie każdy ma tyle siły co moja cudowna pacjentka Patrycja. W dzisiejszych czasach to co zrobiła Pani Patrycja, tak bardzo jest cudownie i szczęśliwie niepotrzebne.
Lekomania to bardzo silny nałóg, z którego wyjść możesz pod opieką terapeuty, ściśle współpracującego z lekarzem psychiatrą(tak ja pracuję dziś).
Zanim sięgniesz po lek pomyśl o rozmowie ze mną kontaktując się pod numerem:
503 940 923, a gdy nie mogę odebrać(napisz proszę SMSA, tak bym mogła skontaktować się z Tobą najszybciej jak to będzie możliwe).
Z radością, uważnością i otwarciem pomogę Ci w rozwiązaniu problemu, bez konieczności uciekania się do stosowania leku.
Jeśli jesteś Osobą chcącą pomóc osobie uzależnionej:
zgłoś się do mnie po pomoc: dzwoniąc pod numer: 503 940 923(gdy nie mogę odebrać napisz proszę SMSA, bym mogła skontaktować się z Tobą najszybciej jak to będzie możliwe).
lub wyślij mi proszę maila na adres:
porady.psychologiczne24@gmail.com